Nie brakuje w naszym kraju takich, którzy utyskują na postępującą amerykanizację i wzmożony popyt na dynie przed końcem października podają za przykład. Gdyby ów przykład płynął zza Karkonoszy i Sudetów, pamięć zmarłych moglibyśmy uczcić w inny sposób - wychylając kufelek złotego napoju ... w ich towarzystwie. W Pradze, oczywiście, jest to możliwe.

"Pałac Akropolis" to prawdziwa żiżkowska instytucja kulturalna. Interesujące wnętrza byłego teatru z lat 30-tych (głównie pod ziemią) mieszczą dużą i małą salę koncertową, restaurację, kawiarnię, no i piwiarnię, czyli właśnie "divadelny bar". Najczęściej trafiamy doń przy okazji koncertów, bo "Akropolis" to miejsce które często gości mniej lub bardziej utytułowanych wykonawców ciężkiego i alternatywnego rocka z całego świata. Ale bar czynny jest codziennie i bywa, że grają w nim czescy DJ-e.

Paradoksalnie, jego największą atrakcję bardzo łatwo przeoczyć. W centralnym miejscu knajpy nad środkowym stołem trzeba wypatrzeć małe okienko w ścianie i zajżeć do środka. W bladym, żółtawym świetle spoczywają tam trzy poszarzałe ... mumie, które oglądamy przez tzw. "rybie oko". Widok dość niesamowity (w końcu to bar, a nie kostnica), a że delikwenci wyglądają bardzo autentycznie, ciarki przechodzą po plecach z każdym łykiem Staropramena za 25 Kc (szkoda, że podczas koncertów tylko w plastikowych kubkach).

Obok niecodziennego towarzystwa w tej mrocznej, podłużnej piwnicy panuje, jak trafnie opisuje to internetowa strona "poetika starých stolů, masivních lavic a dlouhého barpultu". Słowem, poetyka, w której Jim Jarmusch z powodzeniem mógłby nakręcić którąś ze swoich scenek z cyklu "Kawa i papierosy", z tym, że oczywiście, trunek króluje tu inny. Toma Waitsa i Iggy Popa raczej tu nie spotkamy, ale przy odrobinie szczęścia może uda się wypić piwo z którymś z ich następców.


galeria
DIVADELNI BAR w "PAŁACU AKROPOLIS"
kubelikova 27
<<
mapa on-line