Dworcowa knajpa - już samo określenie kusi szansą osiągnięcia kolejnych kręgów wtajemniczenia, a jednocześnie posmakiem zakazanego owocu. U nas klasyczne dworcowe knajpy już dawno odeszły w zapomnienie. Wiele czeskich dworców też wzdycha za dawnymi dobrymi czasami wydając co najwyżej przekąski przez jakieś okienko. Ale Praga nie byłaby sobą, gdyby nie można było tu trafić na iście wzorcową dworcową spelunkę.
Właśnie spelunkę, bo wizyta "Na nadrazi" zaczyna się od lekcji czeskiego. Skory do rozmów brodaty gospodarz uprzejmie wita w putice, a putika (s tvrdym "i" - jak zaznacza) to taka gospoda, tylko że gorsza. Zaproszenie uzupełnia deklaracja, że Staropramen jest tu najlepszy i najtańszy (18 Kc), więc nie sposób nie skorzystać.
Wewnątrz położonego między dwoma peronami budynku - czeska piwiarniana klasyka w najlepszym stylu. Wysłużone krzesła i stoły, poszarzałe firanki, które przypięte zostały chyba za czasów Dobrego Wojaka Szwejka, ale jakoś jeszcze przepuszczają bladawe światło, popielniczki ostatnim razem też opróżniane zapewne za cesarstwa.
Surowy charakter putiki łamią nieco dwa pokaźnych rozmiarów obrazy niejakiego Vrany (taki widnieje podpis), a kolorowe bazgroły sugerują, że mistrz musi mieć jakieś 6, 7 lat. Zdecydowanie nowocześniejszym elementem jest za to automat do gier, który - jak głosi napis - "vypina se o 21.30". Oprócz wypinającego się automatu gościa czekają też inne atrakcje, na przykład piwo "na krechę" - pod warunkiem, że klient ma ponad 80 lat i przyprowadzi oboje rodziców.
Ze stylowym wnętrzem, klientelą i obsługą doskonale współgrają odgłosy z zewnątrz - zapowiedzi przez megafon czy stukot przejeżdżających pociągów. Więcej "kolejowych" klimatów można poczuć podczas wycieczki do toalety, która prowadzi przez ... peron. Gdzie jeśli nie tutaj można się spodziewać "ściany płaczu" poszukiwanej przez miłośników tradycji knajpianych sanitariatów? Jeśli toaleta jest zamknięta, szef wydaje klucz przyczepiony do monstrualnych rozmiarów drewnianej deski.
A propos literacko-filmowej klasyki ... Akurat podczas wizyty skrybów z tej strony w czeskiej telewizji leciał oryginalny "Szwejk". W odróżnieniu od zdecydowanej większości gospód swego imienia Dobry Wojak w knajpie na Bubencu czułby się jak u siebie w domu. Zwykł mawiać, że dworce prosto się fotografuje, bo się nie ruszają. Tutaj zatrzymał się także czas. Oby na jak najdłużej.