Gospoda widoczna jest już z dala. Traficie do niej bo to chyba najbardziej kolorowa gospoda Nowego
Miasta. Po naszemu nazwę tłumaczy się "U doboszków". Ładnie.
Staroczeska restauracja oferuje sporo uciech dla brzuszka i oczu . Środek malowany jest w
charakterystyczny praski sposób. Obrazki są bardzo kolorowe i przedstawiają huczne biesiady z
lejącym się piwem i tłustym jadłem. Tym razem sporo tu żołnierzy z sumiastymi wąsami w strojach z
poprzedniego stulecia. Jeden z doboszków używa zamiast bębenka kufla. Gospoda ma swój
charakterystyczny styl. Wysokie i ciemne boazerie i takie same ławy i stoły. Siedzi się w boksach,
które zapewniają dość kameralną atmosferę.
Sporo tu innych niż czeskie głosów i stąd pewnie
zdarzające się próby drobnych oszustw na rachunkach. Należy zatem zapamiętywać ceny zamawianego
jadła i piwa a potem starannie analizować rachunek stanowczo żądając wyjaśnień w przypadkach
wątpliwych. Kelnerzy zawsze więdną jak lilie widząc, że klient nie frajer i w butelkę nabijać się
nie daje.
Jadło tu dobre i podawane wyjątkowo sprawnie. Ostatnio jedliśmy domową bramborovą
polevkę w chlebie za 39 koron i zapečene brokolice se syrovou omačkou za 75 koron. Pycha. Leją
pilsnera i ciemnego koziołka. Będąc w pobliżu zajrzeć należy koniecznie bo miejsce na to zasługuje.
W gospodzie bywał Pan doktor Hrabal. Pare fajnych anegdot z tym związanych opowiedział w sej książce
"Tak , panowie idę umrzeć - O Hrabalu i piwoszach" Franciszek Bielaszewski.
Kiedyś zrobiliśmy tu test na inteligencję kelnerowi. Zapytaliśmy go jak nazywa się czeski baśnik,
który dostał literacką nagrodę Nobla. Po krótkiej naradzie z szefem odpowiedział prawidłowo.