Na minibrowary z reguły patrzymy z życzliwością. Wprowadzają miłą odmianę od produktów gigantów i stanowią żywy dowód, że "piwowarski duch w narodzie nie ginie". W Polsce w dodatku najczęściej piwo serwowane przez gospodę ze swoim browarem jest najlepsze w mieście. W Czechach - kraju o niedościgłych standardach wyznaczonych przez wielkoprzemysłowe wyroby browarów w Pilźnie, Wielkich Popowicach czy Svijanach - rzecz ma się trochę inaczej. Co nie znaczy, że piwa z minibrowarów przyknajpianych w jakiś szczególny sposób odstają od owej himalajsko wysokiej średniej.

Wprost przeciwnie - miejsce takie jak "Bulovka" dodaje ciekawego kolorytu krajobrazowi praskich gospód. Jeśli chodzi o kolory, to w sali gospody położonej w niewielkiej uliczce 4 przystanki tramwajem na północ od Palmovki wszystko skąpane jest w brązach, złotach i żółciach. Brązowe grubo ciosane meble wypełniają lokal, złotem lśnią wielkie miedziane kadzie, w których warzą się dziesiątki litrów chmielowej dobroty, złoty jest klasyczny lezak w kuflu, żółty - pszeniczny weissbier w bawarskim stylu (28 - 30 Kc).

Browarek produkuje około 10 rodzajów trunków, choć nie wszystkie na raz. Piwa dostępne są zatem wymiennie, ale każde - świeżutkie, mętnawe, o pełnym smaku i zapachu chmielu charakterystycznym dla dopiero co uwarzonego napoju - palce lizać. Miejscowi klienci (ale niekoniecznie piwosze; sporo tu kobiet oraz facetów w dobranych garniturach) najchętniej zakąszają wędlinami na deskach, ale powyżej 100 koron można tu dostać i bardziej wyszukane potrawy. Choć to kuchnia czeska, w sezonie okraszone są sałatkami i zieleninką. W sumie, radość i dla oczu i dla podniebienia.


Jeśli coś tu przeszkadza to może nieco przesadny kosmopolityzm. To, co w innych czeskich knajpach nosi sympatyczną nazwę halušek, w karcie widnieje jako bavorske spaetzle. Pšenicne kvasnicove pivo też brzmi ładniej niż występujący tu weissbier. No i nazwa "Richter Brewery" widniejąca wszędzie - od wielkiego miedzianego emblematu w sali aż po firmowe dekle na stołach; "U Bulovky" to przecież o wiele bardziej zachęcająca nazwa. Pytanie tylko, kogo włodarze przybytku chcą zachęcić?

Z klientami, oczywiście, nie ma kłopotu. Przeciwnie - to spragnieni nowych piwowarskich doświadczeń musza się postarać, by uniknąć zwłaszcza w weekendy licznych karteczek reserve na stołach. Ale dla "bulowskiego" piwa na pewno warto.

aktualizacja: czerwiec 2006
galeria
PUB "U BULOVKY"
bulovka
<<