Zapytaliśmy się u Karla IV, jak tu trafić. Kelner odpowiedział, że wystarczy zapytać w okolicach Palmovki, a każdy wskaże nam drogę. Zadziałało. Może nie za pierwszym razem ale już druga napotkana osoba skierowała nas w tutejsze gościnne progi.
Do pewnego stopnia klasyczna, do pewnego stopnia młodzieżowa knajpka. Niewątpliwie, niezwykle tu popularna. Jeśli macie znajomych mieszkających w promieniu paru kilometrów od tego miejsca, to w ciemno spotkacie ich tu któregoś wieczora.
Leją Staropramena. Jest tani (17 kć) i dobry. Na ścianie przy wejściu wisi olbrzymie i bardzo zachęcające logo Branika. Niestety, nie ma go w ofercie. Wielka szkoda, tym bardziej, że w internecie są informacje, że była to kiedyś gospoda Branika właśnie. Na szczególną uwagę zasługuje natomiast tutejsza kuchnia. Czynna do 23.00 (!) a kelnerka uwija się z talerzami intrygująco obfitych dań.
Jedna z kelnerek jest w toplesie i jej urok może stanowić odpowiedź na zagadkę dużej popularności tego miejsca. Gdy chwilę rozmawiamy o lokalu opowiadając, że staramy się opisywać praskie pivnice kelnerka nie kryje entuzjazmu, "Panowie, jaka szkoda, że nie wpadliście tu wczoraj. Jaka szkoda! W czwartki to dopiero jest tu atmosfera!" Na nasze szczere zdumienie, że dziś też jest tu fantastycznie, zapewnia, "Nie, dziś nie ma atmosfery. W czwartki i we wtorki. Wtedy jest tu wspaniale" - "A co dzieje się tu w czwartki i we wtorki?" - "Robimy striptiz"...
Cóż, pozostaje nam jedynie namówić Was na wizytę w tym lokaliku właśnie we wtorek i czwartek. I koniecznie prześlijcie nam opis owej atmosfery (wolno tu robić zdjęcia). Oczywiście, dla celów naukowych. Bo nasze wyjazdy do Pragi niestety przypadają na weekend...