Bez paniki, nazwa jest w tym przybytku zdecydowanie najgorsza. Na szczęście to, co brzmi jak rozlewnia napojów gazowanych w Mszanie Dolnej, okazuje się stylową, by nie rzec - rasową gospodą Gambrinusa, bodaj najlepszą w okolicy. Gambrinus dba o to, by jego przybytki nie robiły wrażenia przesytu i utrzymuje je w stylu przaśno-siermiężnym, a "Drinopol" może być tu swoistym wzorcem z Sevres.

W lokalu króluje - jak na klasyczną piwiarnię przystało - drewno, z którego to materiału wykonano i stoły, i ławy, i obicia ścian. Drewniana jest szafka z zamykanymi okiennicami na telewizor, drewnem obity jest bar upstrzony tablicami rejestracyjnymi ze Stanów Zjednoczonych. Jak często w tego typu miejscach bywa, na ścianach spożywającym Gambrinusa towarzyszy zestaw typu: szwarc-mydło-i-powidło: stare radioodbiorniki i instrumenty, chomąta i podkowy, piłkarskie plakaty i buty oraz wystawka butelek nad barem.

Ten (bez-)stylowy misz-masz podoba się i starym i młodym z okolicy, którzy w zgodnej komitywie popijają tu pilzeński bursztynowy trunek. Członkowie Brevnovskiego Klubu Seniora mają swój stolik zarezerwowany od 17.00, ale zwykle i tak przychodzą wcześniej. Otwarta na świat młodzież przynosi ze sobą laptop i odsłuchuje przeboje czeskiego pub-rocka podśpiewując przy okazji, aż trzymająca nad wszystkim pieczę pani barmanka musi ją uciszać.



Prawdziwa zabawa w "Drinopolu" zaczyna się jednak dopiero w godzinach wieczornych, kiedy puszczają obyczajowe tamy, a szacowni goście lokalu przypominają sobie maksymę Terencjusza: "Człowiekiem jestem i nic co ludzkie nie jest mi obce". Na pewno nie są im obce stany euforii, kiedy to bez skrępowania prezentują swoje obnażone wdzięki (panie i panowie), a następnie stany nieważkości objawiające się przysypianiem na stołach (również panie i panowie). Dokumentacja fotograficzna na ścianach gospody jest dość dokładna i - jak można przypuszczać - na bieżąco uzupełniana.

Jest tu co oglądać i pod tym względem toaleta też nie odbiega od całości. Korytarz prowadzący do wc pokryty jest fantazyjnymi malowidłami ilustrującymi proces produkcji Gambrinusa, w którym, jak się okazuje, swój udział mają też na przykład Karel Gott czy UFO, a pobyt w samej toalecie (przynajmniej męskiej) można uprzyjemnić sobie studiując rysunki na kafelkach przedstawiające niespecjalnie wyszukane formy damsko-męskiego pożycia w wykonaniu czeskiego ludu pracującego miast i wsi.

Gambrinus jak Gambrinus (choć złego słowa nie można o nim powiedzieć), ale natłok wrażeń wizualnych w "Drinopolu" może oszołomić. O tych, którzy z wrażenia padną pod stół, życzliwa obsługa też pomyślała. Na jednej ze ścian wisi tabliczka: "Nie plujcie pod stół. Tam już są wasi koledzy".

aktualizacja wrzesień 2006
galeria
Hostinec "DRINOPOL"
róg belohorskiej i kochanovej
<<