Już sama nazwa sugeruje, że coś jest nie tak. Prawdziwa praska gospoda, jeśli już, nazywała by się zapewne "U Ferdinanda", ale jeśli miejsce z ludzkimi cenami i rzadko dostępnym gdzie indziej piwem Ferdinand jest krok od Vaclavaka, to nie ma co marudzić, tylko trzeba sprawdzić.
Lokal to raczej dla tych, którzy lepiej czują się w "Potrefenej Husie" niż pod "Złotym Tygrysem". Długie pomieszczenie z dominującym jasnym drewnem w suterenie wzdłuż ulicy i uwijający się zuniformizowani kelnerzy tworzą atmosferę raczej cool niż swojską. No ale przecież najważniejsze jest tu i tak piwo z Beneszowa, którego można spróbować co najwyżej w "Piwnej galerii" (jest jeszcze w restauracji "U Podhrazi" na Nerudovej, ale to typowo turystyczny lokal tchnący bezduszną pustką, jak wiele na szlaku, niestety - wstęp zatem na własną odpowiedzialność).
Ferdinand dostępny jest za nieco powyżej 20 Kc w kilku rodzajach, w tym ciemne Sedm kuli z karmelowo-podpalanym posmakiem, mocne i wywołujące przyjemny szum w głowie. "Skutečne pivo" - chwali się w reklamie Ferdynand i coś w tym jest ...
Sącząc kolejną szklanicę warto też skutecznie rozejrzeć się wokół, bo gospoda wręcz upstrzona jest pomysłowymi gadżetami. Aluminiowe wiaderka na stołach robią za pojemniki na sztućce, na suficie - za klosze do żarówek, popielniczki mają kształt szufli do łopaty, wieszaki zrobione są z grabi itd.
Misz-masz także w jidelnym listku, gdzie dania czeskie sąsiadują z kuchnią międzynarodową - tu gulasz (z wliczonym w cenę małym piwem), tam risotto, a jeszcze gdzie indziej coś z łososia. Do 11-tej lokal serwuje śniadania, a w śniadaniowej karcie prawdziwym ewenementem jest ... mleko - szklankę zimnego lub ciepłego można dostać za 15 Kc. Mleko w gospodzie? - przeczucie, że coś musi być nie tak jednak nas nie myliło.
aktualizacja: czerwiec 2006
