Taka knajpa jest chyba w każdym czeskim mieście. I zapewne nawet nazywa się jakoś podobnie.
"U Bileho Kone" to kwintesencja tradycji: obszerna sala, taka by pomieścić przysłowiowe pół miasteczka, drewniane "zużyte" stoły, telewizor, wspaniałe piwo (w tym wypadku - Kozel), tanie i sprawdzone jadło.
Zapewne wszystko to (może poza telewizorem) wyglądało podobnie 200 lat temu. I kelner. Przyjazny dla "swoich" i lekko wyniosły dla obcych. Przybyliśmy tu kiedyś dość późno i zamówienie zostalo przyjęte chyba tylko dlatego, że zostało złożone po czesku (no, prawie...). Siedząca obok grupa Polaków musiała się zadowolić jedynie piwem. Na szczęście - jak wspomnieliśmy - był to Kozel.