Trudno
uznać zapewne hipopotama za symbol Pragi, ale sympatyczny zwierz
figurujący na emblemacie w małej uliczce schowanej za
Malostranskim Namesti z powodzeniem może uchodzić za symbol
dobrej praskiej gospody. To kolejna knajpa - instytucja, która mimo
położenia tuż obok turystycznego szlaku,
uniknęła, na szczęście, przeobrażenia
czyniącego ją bardziej przyjaznym miejscem dla Niemców czy
Japończyków aniżeli czeskich piwoszy.
Turystów "U Hrocha" wprawdzie nie brakuje, ale zetkną
się tu z typowo czeską, siermiężną
knajpianą rzeczywistością. Piwo pije się tutaj w
dwóch osobnych salach pod pięknymi sklepieniami,
najczęściej przy solidnych, grubo ciosanych drewnianych
ławach, ale można też usiąść przy szerokich
kamiennych parapetach pod oknami. Popiersie (?) hipopotama góruje nad
wyszynkiem, a na ścianie wciąż straszy XIX-wieczny list
gończy za niejakim Vaclavem Babinskym, który - jak głosi
ów okrutny dokument - był "łotrem czeskim i
meksykańskim".
Od zawsze leje się w tym miejscu pilznera, choć o upływie
czasu przypomina nieuchronnie rosnąca cena (aktualnie 26 Kc). Zagryza -
jednym z prostych dań z pisanej kredą wiszącej karty -
tablicy. Czy to wieprzowy stek (90 Kc), czy smażony wędzony boczek
(60 Kc, naprawdę da się to jeść z olbrzymią
przyjemnością, choć tłuste potwornie), czy po prostu
kiełbasa z rusztu (60 Kc) - wszystko jest smakowite i serwowane
pieczołowicie na drewnianej desce z musztardą i świeżo
startym chrzanem.
W obu salach gospody uwija się jedyna w swoim rodzaju ekipa
barmańsko-kelnerska, której różnorodność
niebanalnych fizjonomii tworzy czeski piwny ekwiwalent rodziny Adamsów.
Kelnerka nosząca na twarzy ślady niełatwego dzieciństwa
potrafi i surowo skarcić, gdy wśród zamówień na
10 osób pojawią się ledwie 3 piwa, i troskliwie
zaproponować śliwowicę lub becherovkę, gdy
ktoś skarży się na przeziębienie i pyta o
aspirynę.
Słowem: "U Hrocha" nie uschnie się z pragnienia. nie
zginie z głodu, a gdy zdrowia nie stanie, można oddać
się zapobiegliwej opiece pani kelnerki. I to wszystko w jednym z
najbardziej praskich z praskich knajpianych wnętrz. Czego chcieć
więcej ? Niech żyją hipopotamy.