"Smichovska Pivnice". Gdy dotarliśmy tu ostatnio pozostało jedynie "ichovska Pivnice". Nie wierzymy by braki uzupełniono przez następne 15 lat. Bo mamy wrażenie, ze bywalcom tej gospody wcale na tym nie zależy. Po co uzupełniać coś, co i tak dobrze funkcjonuje? Po
co odnawiać to, co tak naprawdę jest niczym bachowska "Kunst der Fuge"? Dzieło skończone, choć tak
naprawdę - nieskończone.
Po tym nieco metafizycznym wstępie czas na konkrety. To jedna z najcudowniej obskurnych i
fenomenalnie ponurych piwnych nor jakie znamy. Już wiecie, o co chodzi. Pierwsza nasza wizyta w tym
przybytku mimo wszystko była zaskoczeniem. Tyle folkloru w jednym miejscu. No to chyba ne existuje.
Ale to był REAL. Rzeczywistość Vysoczan. Najlepiej siedzieć gdzieś w kąciku i milczeć. Twarze wokoło
spuchnięte i przepalone. Pełno tu kobiet, które swą świeżość utraciły z
powodów, o których nie ma sensu nic więcej mówić. Pod wpływem alkoholu. Damy są mocno krzykliwe i
jakby troszkę nie wpisują się w nastrój ich kompanów. Panowie w tej gospodzie mają imponujące
tatuaże i pewnie imponującą przeszłość. Ale najczęściej milczą. Kiedy mówią - mówią spokojnie i bez
zbędnych wzruszeń. Oni dokładnie wiedzą ile kosztuje zbyt pospieszne wyrażanie emocji.