Kto trafi do tej gospody na Libni niechaj delektuje się znakomitym piwem, da się zauroczyć doskonałemu jedzeniu, podziwia panoramę dzielnicy, a następnie ... swą wiedzę zachowa dla siebie. Bo "U Jarolimků" już teraz trudno o miejsce, a kartki z napisem "reserve" stanowią dość wątpliwy acz stały ozdobnik na stołach.

Masywna kamienica, w której mieści się lokal, majestatycznie góruje nad najbardziej hrabalowską dzielnicą Pragi. Wypisanie potraw szminką na szybach wydaje się chwytem dość tandetnym i z pewnością nie zapowiada tego, co wewnątrz czeka spragnionego, a przede wszystkim zgłodniałego wędrowca. Magia zaczyna się, gdy przekraczamy próg sporej sali z pięknymi sklepieniami, ciemnymi meblami i stylowo odrapanymi i zapaćkanymi ścianami. Chmielowe malowidła dopełniają wystroju, a zamontowane na ścianach uliczne lampy, ogromny drewniany bar oraz drewniany wóz w korytarzu tworzą odpowiednią atmosferę.

W tym anturażu młoda obsługa w firmowych t-shirtach serwuje takoż młodej klienteli Gambrinusa (17 KC) i Pilznera (23 Kc), ale nade wszystko - przepyszne jedzenie. Na Jarolimku można polegać od lat, a znakiem tej libeńskiej gospody-instytucji jest wyborna kuchnia.


Już česnečka (jedyna zupa w karcie, 15 Kc) przyrządzona z chlebowymi grzankami, szynką i serem według wszelkich prawideł sztuki budzi nadzieje. Jak się okazuje przy drugim daniu - więcej niż uzasadnione. Tradycyjnej czeskiej klasyki raczej mało, choć jest smażeny syr za 80 Kc. Zamiast niej trafimy za to na indyka faszerowanego mozzarellą w sosie z suszonych pomidorów, wieprzowinę marynowaną w miodzie i imbirze czy ragout z kaczych wątróbek. Tym i innym potrawom (z reguły w cenach ok. 100 Kc) towarzyszy spory wybór ziemniaczanych dodatków - są nie tylko popularne gotowane czy smażone, ale też pieczone w skórkach lub duszone w śmietanie z serem niva.

Słowem - jak na czeskie bądź co bądź knajpiane standardy - to kulinarne fanaberie. Ale jak to smakuje! Co więcej, uzasadnione zachwyty dotyczą nie tylko mięsiw, sosów i ziemniaków, ale też dodatków, co już nad Wełtawą jest absolutnym ewenementem. Přiloha u "Jarolimků" zawiera nie tylko kawałki pomidora, ogórka czy marchewki w fantazyjny sposób pokrojonej na cieniutkie podłużne paski, ale też tak egzotyczne ingrediencje jak rukolę czy kiełki pszenicy. Wszystko świeżutkie i cieszące oko urodą niczym w przybytkach nouvelle couisine.

Miejmy nadzieję, że nie prowadzą one skautingu tak jak bogate kluby piłkarskie. W przeciwnym razie utalentowany kucharz z "Jarolimków" wkrótce otrzyma bardzo lukratywną propozycję od któregoś z najdroższych hoteli, ale praska Libeń straci jedną ze swoich największych lokalnych i lokalowych atrakcji.
galeria
RESTAURACE U JAROLIMKŮ
ul. primatorska 40
<<
mapa on-line