Kto trafi do tej gospody na Libni niechaj delektuje się znakomitym piwem, da się zauroczyć doskonałemu jedzeniu, podziwia panoramę dzielnicy, a następnie ... swą wiedzę zachowa dla siebie. Bo "U Jarolimků" już teraz trudno o miejsce, a kartki z napisem "reserve" stanowią dość wątpliwy acz stały ozdobnik na stołach.
Masywna kamienica, w której mieści się lokal, majestatycznie góruje nad najbardziej hrabalowską dzielnicą Pragi. Wypisanie potraw szminką na szybach wydaje się chwytem dość tandetnym i z pewnością nie zapowiada tego, co wewnątrz czeka spragnionego, a przede wszystkim zgłodniałego wędrowca. Magia zaczyna się, gdy przekraczamy próg sporej sali z pięknymi sklepieniami, ciemnymi meblami i stylowo odrapanymi i zapaćkanymi ścianami. Chmielowe malowidła dopełniają wystroju, a zamontowane na ścianach uliczne lampy, ogromny drewniany bar oraz drewniany wóz w korytarzu tworzą odpowiednią atmosferę.
W tym anturażu młoda obsługa w firmowych t-shirtach serwuje takoż młodej klienteli Gambrinusa (17 KC) i Pilznera (23 Kc), ale nade wszystko - przepyszne jedzenie. Na Jarolimku można polegać od lat, a znakiem tej libeńskiej gospody-instytucji jest wyborna kuchnia.