Fragment prozy hrabala opisujący odyseję po libeńskich gospodach wraz z wędrującym słońcem ("Wesela w domu") należy do naszych ulubionych. Jednak nikt nie przypuszczał nawet, że słońce u "Karola IV" może być aż tak piękne.
Jeśli odwiedzicie knajpkę w słoneczny jesienny dzień w godzinach popołudniowych czekają was wrażenia nadzwyczajne. Niezasłonięta innymi kamienicami gospoda kusi słońce a efekt tego kuszenia obserwują goście lokalu: światło wpada przez okna, tu dzieli się na smugi, które łączą się z drobnymi promykami z wszelkich szczelin i lufcików. Światło bawi się szkłem i bursztynowym płynem w szkle i niepodzielnie króluje w tej - monarszej będź co bądź - gospodzie.
Ma też najwyraźniej dobroczynny wpływ na tutejszych kucharzy i kelnerów bo efekty ich pracy wzbudzają najwyższy podziw. To gospoda, która jeszcze nigdy nas nie zawiodła i zawieźć chyba nie może. Bo patronują jej władcy zbyt potężni.