Gdyby film "Vabank" nakręcili Czesi, kasiarz Kwinto po wyjściu z aresztu miałby z pewnością inne priorytety niż pocieszanie zapłakanych wdów i odkręcanie nóg od mebli. Zakładając, że rzecz działaby się w Pradze, nasz bohater pierwsze kroki po opuszczeniu więzienia na Pankracu niezwłocznie skierowałby do "Klokočnika", by tam nad kilkoma kuflami kwaśnicowego kacovskiego piwa snuć skomplikowaną intrygę zemsty.
"U Klokočnika" zapewne krążą niezliczone legendy na temat bohaterów praskiego półświatka. A z więzieniem, oprócz położenia tuż za jego murami, gospoda ma jeszcze jedną wspólną cechę - po prostu zniewala. Taką moc ma doskonałe piwo z browaru w Kacovie, którego raczej nie uświadczy się gdzie indziej. Jego cudowny pełny i łagodny smak i złocista, lekko mętna barwa tworzą jedną z pereł czeskiej sztuki warzenia piwa. Kto myślał, że posiadł już wszystkie tajemnice piwowarstwa południowych sąsiadów, a nie próbował kwaśnicowego z Kacova, niech zakrzyknie za Sokratesem: "Wiem, że nic nie wiem". Ponad 550 lat Największej Ze Sztuk (browar powstał w 1457 r.) zaklętych w złocie piwa i bieli piany. I w dodatku za 13 (10-ka) lub 15 Kc (12-ka). A warto spróbowac też "zwykłego" piwa z Kacova w takich samych cenach.
Okazyjne ceny obowiązują też na wypisanej kredą tablicy - menu. Obok zwyczajowego wyboru nabiałowo - garmażeryjnego (hermelin, utopenec, tlačenka) przez cały dzień "U Klokočnika" dostaniemy jajecznicę (13 Kc!) czy knedliky s vejci (28 Kc), a także naleśniki. Zakąski, ale przede wszystkim piwo, konsumuje tu miejscowa - ale, tak na oko, bez wyroków - klientela, obsługa działa szybko i sprawnie, a z portretu na ścianie łaskawym okiem całości dogląda Najjaśniejszy Pan.
Doskonałe piwo, świetna gospoda. Perfekcyjne połączenie. Ucho od śledzia ...