Zstępujemy do gospody, a jakobyśmy zstępowali do czeluści piekielnych. Taki bowiem łomot dobiega z piwnicy, w której umiejscowiony jest przybytek o sympatycznej nazwie "Guzik". To rzeczywiście mały lokalik w klasycznym, przaśnym i niedbałym smichovskim stylu (króluje tu oczywiście Staropramen z pobliskiego browaru za 19 i 24 Kc - odpowiednio 10- i 12-ka); tyle, że odwiedzany przede wszystkim przez miejcowych metalowców.
"Guzikowcy" w tym przypadku mają długie włosy, czarne bluzy i między stolikami roztrząsają kluczowe sprawy tego świata, na przykład: która płyta zespołu Depresi z Trencina jest najlepsza. Spór i tak zagłusza łoskot przeróżnej maści heavy metalu - od Iron Maiden po Ministry - z głośników.
Rzut oka na kartę z przekąskami też może budzić niepokój - o diabelskim rodowodzie przypominają pekelnici, czyli pikantne kiełbaski w pomidorowym sosie. Ceny za to bardzo przyjazne - od 20 do 30 Kc. Gdy zaś kelner bez pytania przynosi kolejne piwo, znać, że "ręka Boga" sięga nawet piekielnych otchłani.
"Guzik" bez wątpienia nie jest miejscem dla każdego i na Smichovie ma silną konkurencję ("Tatrovka" tylko kilka kroków dalej!), ale miejcowi Beavisi i Buttheadzi są tam na pewno w siódmym, hmm ... niebie. "Knoflik" kicks ass!
