Tu obecnie leją Bernarda. Nie jest najgorszy. A i tak jest to postęp bo przed laty zapewne nalewano tu jeno wodę. I sypano obrok. O ówczesnym przeznaczeniu tej kawiarni świadczą pozostające na ścianach kamienne żłoby. Obecnie spełniają funcję elegancko podświetlonych donic na źdźbła wszelakie.
Tyle na temat flory. Jeśli zas chodzi o faunę, to w miejsce koni, gania tu maleńki piesek najwyraźniej przynależny obsłudze lokalu. Ma miseczkę z wodą pod wielkim wieszakiem, bo też głupio tak przebywac w czeskim lokalu i czegoś nie popijać.
W kwestii współczesnego obroku, to oferta tu więcej niż skromna - drobnostki typu utopenec z chlebem + bar sałatkowy. Ogólnie, atmosfera tu mocno rodzinna.
Konirna pełna jest młodych, spokojnych i sympatycznych ludzi popijających głównie herbatę lub wino. Słuchają Alanis Morrisette, niektórzy pozorują pracę przy włączonym laptopie, zapewne jest tu dostęp do bezprzewodowego internetu.
Ogólnie, trochę nie wypada tu chyba urządzac głośnej popijawy. Wszak są tu żłoby, nie - chlewy...