Knajpa na dalekich Strasznicach nie będzie celem pielgrzymek, bo pewnie znajdziecie coś podobnego, a i może lepszego bliżej centrum czy na niedalekich Vinohradach. Ale jeżeli dobre wiatry zawieją was w te strony grzechem by było nie odwiedzić tego miejsca. Nota bene sama knajpa leży na przeciwko tramwajowego przystanku lini 19 i 26 można więc czekając na tramwaj spędzić jedną czy dwie chwile w zbożnym celu lub - w takimż celu - wyskoczyć na chwilkę z tramwaju.
Miejsce ma klimat prawdziwego praskiego szynku, a leją tu pivo Zlatopramen z Usti nad Labą, dla wybrednych jest również Gambrinus. Bogaty wybór dań, a jak macie trochę szczęścia to i kaczka się trafi. Jak będziecie za głośno gadać po polsku, to może zagadnie was kelnerka z Ukrainy, o ile będzie tam jeszcze pracować. Samo wnętrze klasyczne, solidne stoły i krzesła , no i oczywiście - stali bywalcy.
Ale knajpa ma coś, co można docenic tylko w lecie - bardzo
miły i zaciszny ogródek za zapleczem. Nie jest to ogródek jak wiele innych na Vinohradach - gdzie zwykle jest on od strony ulicy niemiłosiernie ściśnięty i mało kameralny. Podobny do tego Na Kovárně ma tylko U Jarmilków na Libni, i w zamierzchłych czasach - Baracnicka Rychta na Małej Stranie. To były czasy. Można posiedzieć dłuższą chwilę, a przed deszczem schronić się pod sporą wiatą. Nad wszystkim góruje rozłożysty kasztan. I piwo Zlatopramen.