"Mamma Mia"
Jedyne miejsce w swoim rodzaju, nawet jak na nieskończoną praską knajpianą wszechstronność i różnorodność. I to nie tylko dlatego, że znajduje się ... pod ruchliwym rondem, co potwierdza teorię, że w czeskiej stolicy na gospodę można trafić praktycznie wszędzie. Trzeba jednak wprawnego detektywistycznego nosa, by za czerwoną budą przy jednym z przystanków tramwajowych wypatrzyć byle jak nabazgrany napis, że leją tu piwo, i schody prowadzące w dół na spotkanie z praskim piwnym undergroundem.

"The Name of The Game"
"Oświeżownia" i "ulewnia" - prawda, jak uroczo te słowa brzmią w wersji lekko spolszczonej? Ponieważ na piwiarnianej mapie czeskiej stolicy to zjawisko jeszcze nie zbadane, przyjmijmy, że typowy standard oświeżowni/ulewni wygląda właśnie tak.

Małe pomieszczenie z sympatyczną knajpianą pstrokacizną: tu na ścianach kafle, tam - drewniane obicie, wysłużone drewniane stoły - prawie każdy z innej beczki, pod sufitem rury ogacone srebrną otuliną, na ścianach pożółkłe plakaty futbolistów i futbolistek - tych ostatnich w przyjemnie skąpych strojach. Promienie słońca zaglądają tu rzadko nawet latem, a całość spowija mętno-żółtawa poświata papierosowego dymu. Stan drzwi od toalety sugeruje, że goście przychodzą tu nie tylko załatwić potrzebę, ale i wyładować stresy. A nie trzeba chyba dodawać, że socjeta z "Kulataka" to gatunek szczególny, nawet jak na praskich sztamgastów.

"Knowing Me, Knowing You"
Wszyscy znają się tu doskonale, a wylewne powitania i pożegnania wyglądają jak na wiejskim weselu. Z tym, że tutaj wesele trwa nieprzerwanie. Prym wodzi wąsaty typ z ziemistą twarzą i mętnymi oczyma, który chodzi po knajpie, dosiada się do każdego i zbiera puste kufle ze stolików (zdjęcie w galerii). Inny - podstarzały hippis, u góry łysy, z tyłu z długim siwym warkoczem - milcząco lustruje towarzystwo, ale wykorzystuje okazję, by zagadać i pochwalić lokal przed nowymi gośćmi. Pani po wyraźnych przejściach bryluje w towarzystwie przy wszystkich stolikach, choć na degustacji przeróżnych napojów zjadła zęby - dosłownie! Skrzekliwe głosy dam dominują tu zresztą, a bardziej stonowani w okazywaniu emocji gentlemani zdobywają ich uznanie licznymi tatuażami.




"Gimme Gimme Gimme (A Man After Midnight)"
W oświeżowni/ulewni nikt nie jest specjalnie świeży. Wszyscy są za to mocno wlani i to niezależnie od pory. "Kulatak" tętni życiem 24 godziny na dobę i nikogo nie odstrasza, że od 22.00 do 7.00 rano cena Staropramena wzrasta tu z 15,60 do 18,60 Kc. Ostrzeżenie, że śpiący goście będą wyprowadzani na zewnątrz, albo inne o treści "podnapilym nenalevame" zarówno przez obsługę jak i gości nie są traktowane rygorystycznie.

"Thank You For The Music"
O ile powyższy opis do tej pory działał na wyobraźnię wzrokową (przynajmniej w zamierzeniu twórców), to teraz warto puścić również wodze muzycznej fantazji. Bo ów niezwykły przybytek ma też swoją specyficzną ścieżkę dźwiękową w iście montypytonowsko absurdalny sposób dopełniającą wizerunku tej, bądź co bądź, mordowni.

Przeboje ABBY słychać już na schodach prowadzących do piwnicy. W środku ich melodie niosą się po sali z dudniącej na cały regulator szafy grającej. Chwile ciszy - czy raczej dominującego wówczas typowo knajpianego gwaru - nie trwają długo. Zaraz znajdzie się ktoś, kto poświęci kilka koron, by głośne pienia szwedzkiego kwartetu znów wypełniły izbę.

Śródtytuły tego opisu pochodzą oczywiście z piosenek Abby, specjalnie w hołdzie temu najdziwniejszemu fan-clubowi na świecie, choć charakter "Kulataka" trafniej oddaje z pewnością "Strzeż się tych miejsc" Lecha Janerki.










aktualizacja 12.08.2006
galeria
OSVEZOVNA a ULEVNA "NA KULATAKU"
vytezne namesti
<<