Ćwiartka kurczaka kosztuje tu nieco ponad 30 Kč, a cały - 128. Złote, tłuściutkie brojlery krecą się na grillach, zażywne panie w białych kaftanach kroją ptaki na porcje i dokładają do tego porcje frytek lub sałatki ziemniaczanej z majonezem. Goście niosąc dymiące kuraki na plastikowych tacach ochoczo zmierzają do małych stolików, a następnie pałaszują swe zdobycze wśród białych kafli, czasem uchylając się przed miotłą, którą tuż obok dziarsko macha damski personel.
Słowem - obraz, jaki pamiętamy z setek rodzimych barów mlecznych w czasach siermiężnej rzeczywistości poprzedniego ustroju. wiadectwem czeskiego nieco makabrycznego "humoru językowego" jest fakt, że - jak głosi wywieszka na zewnątrz - lokal wśród przeróżnych części ciał kurczaczych oferuje także "trupy"...
Uzasadnione pytanie brzmi: dlaczego w ogóle mamy sobie zawracać głowę jakimś podrzędnym barem z brojlerami? Ano dlatego, że podają tu bodaj najtańszego w całej Pradze Velkopopovickiego Kozla. Koziołek, który kusi ze znaczka nad wejściem, jest tu dostępny już za 15,50 Kč i serwowany z zachowaniem wszelkich prawideł sztuki: jest świeży, pyszny, z gęstą pianą, w firmowej szklanicy.
Raczej trudno tu przesiadywać godzinami, ale jeden, dwa kozelki, a do tego skrzydełko czy nóżka? Przyjemność tyleż spora co niespodziewana.