Trudno ukryć, że Praga wywołuje w nas rajskie skojarzenia: pięknie tu i bezpiecznie, i mnóstwo cudnych pokuszeń czyha za każdym rogiem. Na wyciągnięcie dłoni.
Okazuje sie jednak, że praski eden przybiera czasami jakże tradycyjne formy. Dzielnica Liboc to taka przyklejka, śluza oddzielająca to, co miejskie, od tego, co dzikie. Jeszcze na pętli tramwajowej Liboc sprawia pozory normalnej dzielnicy. Jest szosa, torowisko, są kamienice a między nimi - jakże by inaczej - gospody. I to jest piękne. Jednak już parę kroków dalej odsłania się widok iście niebiański - zejście do wąwozu i widoki kojarzone raczej z Tatrzańskim Parkiem Narodowym niźli Mostem Karola. Rwący potok, połacie soczystej trawy, las i góry.
Na granicy obu światów postawiono budynek Makdonalda. Jednak kto nie da się skusić szatańskim konceptom kulinarnym, tego wąwóz doprowadzi do kolejnej boskiej gospody. Niejednej w tym rejonie.