Lokal, który niewątpliwie należy odwiedzić. Miejsce to zapewne posiada swoją niezwykłą historię, jak zresztą większość miejsc na Józefowie. Nie znamy jego dziejów, ale przy okazji kolejnego pobytu warto zapytać o to kelnera. Położony troszkę na uboczu oferuje sympatyczną atmosferę, dobre niedrogie jadlo i oczywiście doskonałe piwo. Podają Gambrinusa za 16, Czarne Kruszowickie za 16 i Pilsnera za 22 korony. Można zamówić sobie rezane pivo za 16 koron. W karcie dań jest zasadniczo wszystko, czego w czeskiej gospodzie można oczekiwać. Do piwa warto zamówić coć z tak zwanego maleho studeneho jidla. Tlacenka s cibuli a octem i utopenci są tu za jedyne 30 koron.
Lokal składa się z kilku obszernych izb, co daje pewność, że miejsce znajdzie się na pewno. Ściany pokrywają wyjątkowo ciemne wysokie boazerie. Ławy są równie surowe a ich ciemna tonacja idealnie pasuje do nastroju restauracji. Bardzo podobała nam się obsługa. Kelner bardzo szybko nawiązał z nami serdeczny kontakt tłumacząc, że kufel po czesku to "ucho" a szklanica to "pohar". Nie wiemy, co po czesku znaczy słowo knajpa, ale nazwa ta spotkała sie z gwałtownym protestem Czecha, który powiedzial z dumą, że miejsce, w którym pracuje to pivnica.
Kelner łamal swym zachowaniem ustawę o wychowaniu w trzeźwości, bo nieustannie zachęcal nas do picia wódki pod piwo. Proponował becherowkę, rum, śliwowicę, a po naszej sugestii, iż najlepsza na swiecie wódka to wódka polska, z nadzieją zaproponował vyborovke. Oczywiście w czasie praskich wędrówek pijemy jeno piwo, więc i tym razem odmówiliśmy. Swoją drogą ciekawe, czy Czesi mają ustawę o wychowaniu w trzeźwości???Uwaga w toalecie na drzwiach brak oznaczeń. Męska jest po prawej stronie...