<<
mapa on-line
RESTAURACE U MEDVIDKU
na perestyne 7
Lokal skrzywdzony przez nasz ulubiony przewodnik Pascala. Piszący go Rob Humpreys miał chyba zły dzień. Trudno uwierzyć w nieszczególne jedzenie, a zupełnie nieprawdopodobne jest niedobre piwo z Budziejowic. Mimo wszystko jesteśmy wyżej wymienionemu wdzięczni, bo swą recenzją pewnie troszkę odstraszył tłumek przypadkowych klientów z krajów bogatych i trochę bezmyślnych. Mimo to zagranicznych turystów coraz więcej a organizatorzy wycieczek często kierują tu zorganizowane grupy. Mają one jednak swoje specjalne miejsce głęboko z tyłu restauracji, które nie jest normalnie udostępniane pozostałym klientom. Towarzystwa zwykle nie mieszają się, co wychodzi na dobre jednym i drugim. Przy szatni dla jednych i drugich funkcjonuje zaś mały sklepik z gadżetami browaru w Budziejowicach. Można tu kupić kufle, koszulki, ręczniki, paski i wiele innych rzeczy z logo browaru.

Gospoda jest w swym klimacie bardzo klasyczna. Założona została podobno w 1466 roku. W Polsce królował podówczas
Kazimierz Jagielończyk, który pewnie w czasie pobytu w Pradze wpadał tu na gurmańską zelną. O tym, co wówczas lali - milczą kronikarze, ale znając Czechów na pewno było to dobre. Dziś Niedźwiedź to oprócz restauracji duży pensjonat. Nas przyciąga doskonały Budweiser i dobre jedzenie. Jeśli chcecie spróbować, jak smakuje smaženy syr, cmunda po kaplicku albo czeski kapuśniak ze śmietaną, przyjdzcie właśnie tutaj. Ceny może nie najniższe, ale adekwatne do jakości. Dobre jedzenie, dobre piwo, klasyczny wystrój, szybka obsługa. Czego jeszcze więcej chcieć? Chyba jedynie tego, by gospoda drobnymi kroczkami nie zamieniała się w przybytek tylko dla turystów, a tak się niestety dzieje. Po niedawnym remoncie wystrój zmienł się tylko odrobinkę i w dużej mierze na lepsze, klientela zaś - zdecydowanie na gorsze. Tłumnie tu jakoś i jakby mniej przyjaźnie. Od stolików w głębi sali zdarza się usłyszeć równy, energiczny i koszmarnie głośny śpiew niemieckich turystów, a kelnerska brać uśmiecha się wówczas przepraszająco. Przed remontem nie zdarzały się wyprawy do Pragi bez wielokrotnych odwiedzin tego chyba najlepiej umiejscowionego lokalu. Były to czasy, gdy w piątkowe wieczory w stojącym po środku restauracji wozie usadawiał się trzyosobowy zespół, któremu wyglądu pozazdrościć mogli nawet The Rolling Stones. Co za twarze... Naszym ulubieńcem był perkusista, któremu w chwilach radości stawialiśmy becherowkę. Obecnie wóz zniknął, zespół nie przygrywa a my wpadamy tu coraz rzadziej...
galeria
minibrowar
Ot, i pradziwy kłopot z tą praską knajpą. Bywały czasy - i to nie tak znów bardzo odległe - gdy wycieczki do Pragi regularnie zaczynały się właśnie w tej gospodzie wyśmienitym budvarem, któremu towarzyszyły smaženy syr, cmunda po kaplicku, gulaś s knedlikem czy jakieś inne danie z podstawowego czeskiego jadłospisu. A wszystko w monstrualnych porcjach za niewielką jak na cenrtum Pragi ilość koron ...
        
Gdy Czesi na początku lat 90-tych zachłysnęli się wolnością, włodarze "Niedźwiedzia" w drugiej połowie tamtej dekady chyba również zachłysnęli się myślą, że im wszystko wolno. Piwnych sztamgastów zaczęli wypierać uczestnicy wycieczek zza któregoś z oceanów, dania na talerzach kurczyły się w zastraszającym tempie, jakości też można było zarzucić coraz więcej.
        
I przyszedł nowy wiek, w który gospoda wkroczyła wraz z remontem, który mógł odpowiedzieć na pytanie: dla kogo właściwie jest niedźwiedzi przybytek w nowym stuleciu ? Nie odpowiedział, bo szefowie restauracji najwidoczniej starają się przyciągać i czeskich piwoszy i rzesze zmierzających tu tłumnie turystów. Efekt jest dość ambiwalentny. Starając się bowiem zachować tradycyjny charakter knajpy, godnym pożałowania postępkiem była likwidacja wiszącej nad jednym ze stołów skóry niedźwiedzia. A już absolutnym przestępstwem proszącym się o najwyższy wymiar kary było usunięcie wozu zdobiącego centralne miejsce gospody. "Raz na wozie, raz pod wozem" - to powiedzenie do dziś wspomina się "U Medvidku" z łezką w oku ...
        
I tak jest też z samą gospodą. Temu, kto skreślił już "Niedźwiedzia" z listy ulubionych praskich miejsc, lokal co rusz przypomina o swoim istnieniu i dostarcza kolejnych powodów do weryfikacji radykalnych poglądów. Wciąż budvar z Czeskich Budziejowic jest tu nieziemski w smaku (26 Kc) i dobrze, że udało mu się przetrwać bolesny kryzys przed dwoma laty. Wciąż kuchnia jest tu przednia, choć nie dba jak niegdyś o gramaturę porcji, a i wpadki, niestety, się zdarzają. Ale na zupach, a szczególnie gurmanskiej zelnej za 29 Kc, smaženym syrze za 99 Kc, czy deskach wędlin czy serów (99 Kc) można polegać.
        
Na miłą niespodziankę też można tu liczyć, na przykład gdy kelner po latach przypomni się stwierdzeniem: "O, pana już dawno nie widziałem". I nie sposób nie zamówić kolejnego budvara pod jedną z tabliczek stylizowanych na te oznaczające praskie ulice, które tutaj górują nad poszczególnymi stolikami: Na Vesaku, Za Vozem, Na Sudu itp.
        
"U Medvidku" - kiedyś wizyta w Pradze bez paru budvarów w tej gospodzie była nie do pomyślenia. Dziś "Niedźwiedź" nie należy wprawdzie do programu obowiązkowego, ale czas spędzony pod jego dachem nie musi być wcale czasem straconym.
aktualizacja: grudzień 2004: