Kazimierz Jagielończyk, który pewnie w czasie pobytu w Pradze wpadał tu na gurmańską zelną. O tym, co wówczas lali - milczą kronikarze, ale znając Czechów na pewno było to dobre. Dziś Niedźwiedź to oprócz restauracji duży pensjonat. Nas przyciąga doskonały Budweiser i dobre jedzenie. Jeśli chcecie spróbować, jak smakuje smaženy syr, cmunda po kaplicku albo czeski kapuśniak ze śmietaną, przyjdzcie właśnie tutaj. Ceny może nie najniższe, ale adekwatne do jakości. Dobre jedzenie, dobre piwo, klasyczny wystrój, szybka obsługa. Czego jeszcze więcej chcieć? Chyba jedynie tego, by gospoda drobnymi kroczkami nie zamieniała się w przybytek tylko dla turystów, a tak się niestety dzieje. Po niedawnym remoncie wystrój zmienł się tylko odrobinkę i w dużej mierze na lepsze, klientela zaś - zdecydowanie na gorsze. Tłumnie tu jakoś i jakby mniej przyjaźnie. Od stolików w głębi sali zdarza się usłyszeć równy, energiczny i koszmarnie głośny śpiew niemieckich turystów, a kelnerska brać uśmiecha się wówczas przepraszająco. Przed remontem nie zdarzały się wyprawy do Pragi bez wielokrotnych odwiedzin tego chyba najlepiej umiejscowionego lokalu. Były to czasy, gdy w piątkowe wieczory w stojącym po środku restauracji wozie usadawiał się trzyosobowy zespół, któremu wyglądu pozazdrościć mogli nawet The Rolling Stones. Co za twarze... Naszym ulubieńcem był perkusista, któremu w chwilach radości stawialiśmy becherowkę. Obecnie wóz zniknął, zespół nie przygrywa a my wpadamy tu coraz rzadziej...