Wyobraźcie sobie to uczucie, gdy po kilku godzinach jazdy do Pragi, po zakwaterowaniu i po dojeździe do centrum zasiadamy wreszcie w skromnych pinkasowych ławach. Przed nami stoły pokryte nie pierwszej świeżości zielonymi obrusami z logo browaru w Pilźnie. Krótka rozmowa z kelnerem, chwila oczekiwania i już jest... Ten jedyny niepowtarzalny moment. Poczuć chłodny smak przepływającego przez gardło najlepszego na świecie piwa. Pilsner Urquell. Archetyp piwa, archetyp czeskiej piwiarni. Czy może być coś piękniejszego w życiu nad takie chwile. Gwoli ścisłości należy dodać, że leją jeszcze Gambrinusa piwo dobre ale na pewno nie wyjątkowe.
Restauracja usytuowana jest na dwóch poziomach. Na parterze po prawej stronie znajduje się wyszynk i właściwa piwiarnia. Dużo tu dymu i pełno stałych bywalców czytających, grających w szachy, czy po prostu debatujących o rzeczach istotnych mniej lub bardziej. Czasami ciężko znaleźć tu miejsce dla kilku osób. Udajemy się wówczas do znajdującej się po lewej stronie sali przeznaczonej raczej dla tych, którzy oprócz piwa mają ochotę coś zjeść. Gwar tu mniejszy i atmosfera do rozmowy znakomita.
Restauracja ma jeszcze do swojej dyspozycji piętro, ale tam kelnerzy zapraszają dopiero wówczas gdy dół jest pełny. Latem otwarty jest ogródek znajdujący się na zapleczu restauracji. Można tam opierając się o fundamenty średniowiecznego kościoła Matki Boskiej Śnieżnej odpocząć od zgiełku wielkiego miasta. Jedzenie jest tu przyzwoite, ale nie należy spodziewać się żadnych nadzwyczajnych niespodzianek. Guláš, svíčková, vepřová se zelím a knedlíky. Zaletą restauracji są najniższe w okolicy ceny i to że menu oparte jest o najbardziej typowe czeskie potrawy.
Co jeszcze? Oczywiście absolutnie klasyczna toaleta męska ze ścianą płaczu i niepowtarzalnym, skłaniającym do egzystencjalnej zadumy okienkiem.
O czym marzymy? Oczywiście o tym aby po remoncie nasz ulubiony PINKAS nie zmienił się zbytnio.