Nie mniej atrakcji czeka za przepierzeniem, gdzie kryje się malutka gospódka. "Klub przyjaciół Piwnej Galerii - wstęp tylko dla członków" - głosi napis na tabliczce przy wejściu, ale uprzejmy gospodarz zaprasza, jeśli tylko są miejsca. Przy zaledwie pięciu stołach można konsekwentnie raczyć się tym razem beczkowymi wyrobami małych czeskich browarów, których nie dostanie się w Pradze nigdzie indziej. Kvasar z Černej Hory reklamuje się jako "gwiazda na piwnym niebie" i to święta prawda; szkoda tylko, że jej blask widać tylko tutaj. Równie rzadkie piwo z browaru w Żatecu wcale mu nie ustępuje i nic dziwnego - w końcu z okolic Żateca pochodzi, jak wiadomo, najprzedniejszy chmiel na świecie. Trunki, jak każe dobry obyczaj, serwowane są w firmowych pokalach. Vyčepna oferta co jakiś czas się zmienia, więc powtórne nawiedzanie "Piwnej galerii" jest jak najbardziej wskazane.
Tym bardziej, że raczymy się perełkami czeskiej sztuki piwowarskiej w sali, choć małej, to przepięknej. Wręcz zapierającej dech w piersiach ilością szklanic, szklanych i glinianych kufli, starych butelek, dawnych i obecnych piwnych reklam, drewnianych wózków i nosidełek. Fotosy wnętrz starych browarów ilustrujące proces produkcyjny i zestaw dyplomów dla "Piwnej galerii" (m.in. od zaprzyjaznionej redakcji "Pivnego kuryra") dopełniają tej najprzyjemniejszej dla piwosza lekcji historii i geografii. O tym, że piwne podróże kształcą, wiadomo nie od dziś, ale najlepiej można przekonać się o tym właśnie w przytulnym lokalu na Holeszovicach. Całości dogląda z jednej ze ścian św. Wacław - patron czeskich piwowarów i jego mina świadczy o tym, że i on jest tutaj w siódmym niebie.
"Piwna galeria" to miejsce z najpiękniejszego snu piwosza. Jak dobrze, że istnieje naprawdę.