Gospodę widać z daleka. I, im bardziej będziecie się do niej zbliżać, tym lepszy nastrój zacznie was ogarniać. W otoczeniu najbardziej szarych kamienic, jakie tylko można sobie wyobrazić widnieje jedna, świeżo i starannie odmalowana w żółto-pomarańczowe kolory. I wyjątkowo pięknie na tym tle wyglądają znaczki z logo Wielkopopowickiego Koziołka. Pięknie wyglądałyby, rzecz jasna, na każdym tle. Taki już urok Koziołka.
Bawiące się na schodach kilkuletnie dzieci gospodarzy poinformują niepytane, że w soboty kuchnia nie działa. Najwyraźniej, nasz głód piwa zinterpretowały jako zwykły głód. Coż, są za młode by odczytywać takie niuanse. Wchodzimy do środka. Te same pomarańczowe, ciepłe barwy. I w równie ciepłej, złocistej barwie - zimne piwo na każdym stole. Nasz stół już po minucie nie odróżnia się od innych. Podstawki pod piwo usłużnie informują, że "KOZEL šAMPIONEM!"
Wiemy, wiemy i w tej knajpce nie sposób zmienić zdania w tym temacie...