"U PRASIVKY" (albo "SUMAVANKA", albo jeszcze jakoś inaczej, albo w ogóle bez nazwy)


- Jak się nazywa ta gospoda? - pytanie, które musiało tu zostać zadane niejednokrotnie. Bywalcy poznają oczywiście natychmiast przybysza z zewnątrz, ale cóż zrobić, jeśli na murze na pisane jest hostinec, na szybie od strony jednej ulicy pivnice, a drugiej - restaurace.
- "Sumavanka" - odzywa się jeden ze sztamgastów, ale natychmiast przekrzykuje go inny:
- "Nie, to jest "Prasivka", "U Prasivky" - tak wszyscy ją nazywają".
Krótki spór, w który włącza się też młoda dziewczyna za barem, kończy się zdecydowanym zwycięstwem dżentelmena od "Prasivky". Argumenty, że "chodzę tutaj od 50 lat" (choć na oko ma o 10 mniej) i że "wystarczy zapytać na Strossmayerovym Namesti, a wszyscy pokaża drogę" okazują się nie do zbicia.
- To dlaczego nigdzie nie ma nazwy? - kolejne nieostrożne pytanie zdradzające kompletną nieznajomość towarzyskiego savoir vivre'u na Holesovicach.
- A po co, przecież wszyscy i tak wiedzą, gdzie jest "U Prasivky".


No to jesteśmy "U Prasivky" - holeszowickiej instytucji, gdzie nawet nazwa knajpy może być pretekstem do rozmowy. A o tym, że tych pretekstów nie brakuje, świadczy ów uroczy, charakterystyczny gwar, który na każdego piwnego podróżnika działa jak magnes. Gospoda zaludnia się już popołudniami, pewnie dlatego, że czynna jest tylko do 21.30. W ciepłe dni szklanicami z Klašterem zastawione są też śmietnikowe pojemniki przed wejściem.

Klienci bowiem (na oko wszyscy znajomi, nie mieszkający dalej niż 100 metrów od lokalu) nie są zbyt wybredni - jak zabraknie miejsca w głównej sali przy wysłużonych stołach, to mogą pogadać i wypić piwo przy barze, półeczkach przy ścianach w małej sali przy wejściu albo brudnozielonej framudze z proporczykiem "kolektiv brigade socjalisticke prace". Brygada z "Prasivki" kolektywnie oddaje się ulubionemu zajęciu - sączeniu złocistego nektaru z Mnichova Hradiste (16,50 Kc, bywa też kvasnicovy Klašter!) - bez rozpraszania się - na tablicy widnieją wprawdzie proste zakąski, ale nikt tu nic nie je. Co najwyżej utnie sobie z przyjaciółmi partyjkę skata. Żywot sztamgastom upływa tu w nieco baśniowej poświacie: bladożółte światło sączy się przez takież szyby z wytłaczanego szkła i odbija od seledynowo-zielonych kafli na podłodze, przez wielkie lustro na przeciwko wejścia i tak niewiele widać, bo wszystko spowijają kłęby gęstego, papierosowego dymu.

"U Prasivky" jest siermiężnie do bólu, "U Prasivky" jest magicznie, "U Prasivky" jest tak prawdziwie i po czesku, by nie rzec - hrabalowsku. Nietrudno się tu zasiedzieć, choćby i na amen. Co pewnie już nieraz się zdarzyło. Stali bywalcy, którym zdrowia nie stało, mają czasem na ścianach swoje ... nekrologi.




aktualizacja: czerwiec 2006
galeria
U PRASIVKY
róg jireckovej i oveneckej
<<