Zamówienie piwa było warunkiem koniecznym do podjęcia dalszych rozmów na temat posiłku. Wybór dań w menu a owszem był i to nawet spory. Ale co z tego, skoro w wielu wypadkach dostawało się to, co akurat kucharz miał pod ręką. Zamawiając dania tanie otrzymywaliśmy te z górnej półki i na odwrót. Jedzenie było tu na tyle dobre, że nikt nie robił żadnych awantur. Knajpa dzieliła się na część restauracyjną i położoną na półpiętrze piwiarnię. Do tradycyjnych kufli lali pysznego Staropramena. To były czasy...
Dziś po długim remoncie otwarto lokal, który nazywa się tak samo, ale tym samym niewątpliwie w naszej zgodnej opinii nie jest. Bardzo eleganckie wnętrze, nie mające z poprzednim wojewodą nic wspólnego, wydaje się być podobne do wielu nowotworzonych aktualnie lokali. Sporo forsy i dbałość o szczegóły. Rezultat nawet do zaakceptowania, bo Czesi potrafią robić takie rzeczy. Dobry humor psuje jednak sztywna i leniwa brać kelnerska. Nie można doczekać się zamówionego jedzenia i piwa. Nie można doprosić się rachunku. Leją pilsnera i nie kosztuje zbyt dużo. Szkoda, że dawny wojewoda to już tylko legenda.