Gospoda z zewnątrz wygląda rewelacyjnie - położona w starej kamienicy przy ulicy wznoszącej się pod dość dużym kątem przypomina nieco piwne przytułki na górach i pagórkach Żizkova. Niestety, w środku dzielnicy bedącej Mekką chmielowych wagabundów nie przypomina już nic. Dwie sale z nieciekawym wnętrzem, kilkoro smutnych ludzi, którzy mało jedzą i piją, karta dań bogata, ale co z tego, skoro bezsensowne ceny (drożej niż w centrum Pragi!) odbierają apetyt. Słowem - zero atmosfery.
Pod wpływem pierwszego wrażenia (tego z zewnątrz) chciałoby się napisać więcej, tylko po co? Zatem, jeśli już weszliśmy, to jeden Gambrinus (20 Kc) i w drogę. Niemal każda kolejna gospoda będzie fajniejsza.
aktualizacja wrzesień 2006