Dejvice to dzielnica Pragi, gdzie nieczęsto pojawi się turysta bo zapewne odstraszy go smętny widok szarych gmachów i blokowisk. Jeśli jednak ktoś zapuści się dalej odkryje piękne dzielnice willowe, gdzie umiejscowiły się liczne ambasady z całego świata i to z tak dziwnych miejsc jak Kuba czy Irak, zaś dużą część dzielnicy zajmują akademiki wszelkich praskich uczelni. I w takich miejscach zdarzają się miejsca godne uwagi, jak choćby Restauracja na Santince, do której najłatwiej dotrzeć od Namesti, nomen omen, Na Santince. Wśród bloków z lat 70 i 80 ostała się samotna kamienica, w której znajduje się ten przybytek.
Dlaczego godny uwagi? Cóż, jeszcze nie tak dawno temu pisaliśmy, że leją tu kwaśnicowego Klastera. Niestety, nastały nowe, znacznie gorsze porządki i teraz na stołach króluje królewskie piwo Kruszowice. Nie jest złe, ale gdzie mu się równać z kwaśnicowym Klaszterem... Obecnie jedynym ewentualnym bodźcem by tu wpaść jest doskonała (choć nienajtańsza) kuchnia
W ofercie duży wybór dań, w większości powyżej 100 kc i obecnie rzadko pojawiająca się polevka kulajda. Nie odmówiliśmy sobie zupki, która podawana jest z przepiórczymi jajkami i w menu figuruje jako lesnicka kulajda se zampiony (28 kc). Kolejną perełką w menu jest prawie nigdzie w Czechach nie spotykana zupa pomidorowa. Drugie dania znacznie bardziej tradycyjne i obfite. Pewne rozczarowanie przy rachunku, gdzie zaznaczony jest kuvert w kwocie 10 kc (mieliśmy i tak zamiar pozostawić pani wyższy napiwek). Jednak przy wejściu do restauracji wyraźnie zaznaczone jest, że pobiera się tę zbójnicką opłatę.
Na koniec trzeba pozostawić smutną kwestię wyglądu lokalu. Front restauracji wygląda jakby wchodziło się do eksluzywnego pensjonatu, na plus natomiast - duży i schludny ogródek w cieniu starych i wysokich drzew. Niedawno odnowione wnętrze budzi mieszane uczucia, szczególnie irytujące mogą być włoskie kafelki... Kto jednak będzie akurat przebywał w tych okolicach, powinien tu wpaść na obiad i własnoocznie wyrobić sobie zdanie.