<<
ŚCIANA
Czym "ściana" jest każdy widzi, lecz poznać głębię jej istnienia w praskich gospodach zrozumieć mogą nieliczni. Grono szczęśliwców męskiej linii Homo sapiens korzysta często i namiętnie z jej płaskich uroków.  Dziękujmy więc naszemu wspaniałemu przodkowi - Homo erectus (dla tych, co nie znają łaciny - człowiek wyprostowany) za to, że stanął przed ścianą swojej jaskini. Być może to właśnie wtedy pojawiła się pierwsza myśl w dziejach ludzkości "coś tu brzydko pachnie" - współcześnie odnosząca się głównie do świata polityki..  

Dalej poszło już jak z płatka, a ściany zaczęły piąć się do góry.

Pierwotnie gliniane, u Sumerów ceglane, u Greków i Rzymian z marmuru. U tych przedostatnich stojąc przy ścianie należało mieć się na baczności, a przede wszystkim spinać pośladki, by nie doznać dowodów specyficznej, greckiej przyjaźni. W starożytnym Rzymie prawdziwa więź braterska zawiązywała się przy czterech długich ścianach wojskowego castrum  (obóz rzymskich legionów zakładany na rzucie czworoboku), z których korzystać mogli jednocześnie wszyscy żołnierze i razem z nimi wódz. Juliusz Cezar wspomina o tym na samym końcu swego dzieła pt. Commentarii de bello Gallico - "(...) Cezar postanowił wszystko ścierpieć, jak długo żywił jakąś nadzieję na rozstrzygnięcie sprawy raczej drogą legalną niż przez prowadzenie wojny. Domagał się... ściany dla wszystkich!".  

Za czasów Króla Artura i rycerzy Okrągłego Stołu ze względu na mnogość budowli na planie okręgu, także ściana przybrała koliste formy. Być może istnieli wspaniali Rycerze Okrągłej Ściany.
        
Współczesna "ściana" to mistrzostwo sztuki kafelkarskiej, najlepsza gatunkowo terakota i gustowna rynienka ze spustem do kanalizacji. Gładka płaszczyzna bieżącą wodą obmywana (co prawda nie zawsze) to jak kaskady wodospadu "Szklarka" w Szklarskiej Porębie. Jeszcze dziesięć lat temu przybywając do Pragi, w samym jej centrum - w gospodach, które znalazły swoje miejsce na tych stronach, w toalecie męskiej "ściana" trwała niczym gibraltarskie skały i wydawało się, że jest tak samo niewzruszona. Ramię w ramię można było zrobić miejsce na kolejne piwo, zacieśniając przy tym więzy społeczne.

Obecnie wieszają na niej pisuary - symbole źle pojętego indywidualizmu. Przyjmując, że przeciętny czeski bywalec gospód spożywa na posiedzenie do 10 tak zwanych "dziesiątek" (jak to kiedyś określił jeden z praskich taksówkarzy: "Są błazny co spożywają nawet piętnaście.") wówczas zauważymy, że "ściana" w swej genialnej prostocie zapewnia w zasadzie nieograniczonej liczbie bywalców możliwość ulżenia sobie, a przy tym umożliwia szybką rotacje potrzebujących. W wypadku pisuarów nie jest to aż tak efektywne. Dodatkowo przykry zwyczaj wrzucania niedopałków do pisuarów, co przy "ścianie" nie miało większego znaczenia, powoduje całkowity brak ich funkcjonalności w piwnych przybytkach. No i, przede wszystkim, nie cieszą one tak, jak widok prawdziwej ściany - ideału prostoty. Pisuary, którym brakuje przepustowości i romantyzmu, które potrafią wywołać regres w rozwoju gatunku.  Ponoć widziano już japońskich turystów siadających na pisuary "U Zlateho Tygra" i "U Medvidku".
        
Panowie!!! Na stojąco!!!
kliknij by powiększyć