Byliśmy tu wieczorem. Wieczór jeszcze bardziej uwypukla ciemny, spokojny i surowy klimat tego miejsca. Meble i boazeria to chyba jasna sosna pomalowana na ciemnobrązowy dąb. Beżowe ściany zdobią szyldy Staropramena w niewielkich ilościach ale wysokich jakościach. Taki oszczędny klimat.
W piątkowy wieczór niewielu tu ludzi. Kelner jakiś smutny. Może smuci go właśnie to, że tak mało tu klientów. A może to, czy Slavia Praga zdoła wystawić najlepszy skład na najbliższy mecz. I był tu też najsmutniejszy pies, jakiego kiedykolwiek widzieliśmy w Pradze. Trudno odgadnąć jego powody zgnębienia. Pewnie, ot, jakieś banalne sprawy sercowe.
Nas natomiast gnębiło pytanie czy w normalnych godzinach (bo my byliśmy o mocno nienormalnej godzinie) podają tu jedzenie. Precyzyjna odpowiedź na to pytanie spoczywała spokojnie na talerzach zebranych do umycia. A wielkie talerze dobitnie przemawiały za tezą, że warto wpaść tu kiedyś wczesnym popołudniem by poprawić sobie nastrój.