galeria
Przyciagnęło nas logo Staropramena. Już po chwili wiedzieliśmy, że trafiliśmy na gospodę dziwaczną. Wyobraźcie sobie bardzo tradycyjny lokal, utrzymany z grubsza w stylu starych praskich piwiarni, w którym króluje ostra metalowa muzyka.
Na powitanie dał się usłyszeć głosik Lemmiego z Motorhead, a potem z głośników rządzili niepodzielnie goście z Iron Maiden. Ciemne podniszczone boazerie, obrapane ławy i stoły. Na ścianach malowidła przedstawiające jakąś ostrą imprezę, gdzie piwo leje się strumieniami. Kelnerka ma tu włosy czerwone. Gość nalewający za kontuarem piwo wygląda na fana rocka gotyckiego. W jego ubiorze dominuje czerń. Nalewając piwo poklepuje po pupie czerwonowłosą kelnerkę. Obsługa wyjątkowo leniwa. Piwo przynieśliśmy sobie sami. W tej gospodzie sprzątaczki zwolnili dawno temu, a czeski sanepid tu nie bywa w obawie przed bakteriami.
Na stołach popielniczki z kilogramami petów. Specyfiką gospody są najbardziej wyeksploatowane podstawki pod piwo, jakie widzieliśmy. Dało się nawet zauważyć podkładkę nadgryzioną, z widocznymi śladami zębów. Nie świadczy to dobrze o jakości serwowanych tu potraw. Wśród mocniejszych trunków króluje drink o wdzięcznej nazwie SMRT za 65 koron. Piwo jakby dostroilo się do całości. Staropramen był wyjątkowo podły
w smaku. Przypominał, za przeproszeniem, naszego Lecha. Ekstremalne sa malowidła w toalecie: pies gryzący jakąś panią w miejsce intymne i oddający treść mężczyzna. Gospoda niewątpliwie dla żelaznych mężczyzn i takich samych kobiet .Właściwie same minusy, które dla miłośników takich klimatów składają się na jeden wielki plus. Bez pięciu browarów we krwi to miejsce was zmeczy. Po ich wypiciu zabawa może być przednia.
My uciekliśmy.
U SUCHY DASNE
trojicka 11
<<