Cokolwiek innego niż tradycyjna czeska tania kuchnia byłoby tu zaiste nie na miejscu. Dlatego w obiadowej karcie ważnej do 17.00 królują gulasze, veprove kyty, smaženy syr, knedliki i ziemniaki w przeróżnych konfiguracjach za 50-55 Kč. Wszystko świeże, ujmujące prostotą i bardzo smaczne - domowe w najlepszym tego słowa znaczeniu.
Uwaga na zupy, np. gulaszową za 15 Kč - nie dlatego, broń Boże, że niedobra, lecz dlatego, że tak gęsta i sycąca, że można ją spokojnie potraktować jako danie główne. Kiedyś browarniana kuchnia lubiła zaskakiwać świeżutkimi daniami ze świnio- bądź baranobicia, ale ostatnio wygląda na to, że wiekszość okolicznej zwierzyny została już spożyta.
Restauracja jest stosunkowo nowa (działa od kilku lat), ale ma już swój charakter nadawany przez piękne wnętrza z kamiennymi kolumnami i sklepieniami, klientelę - trafiają tu wyłącznie Czesi - i profesjonalną obsługę. Rumcajsowaci kelnerzy (choć są też przedstawicielki płci pięknej) polecą, co w karcie aktualnie jest najlepszego, i zaproszą do zdjęcia za wyczepem, i w razie potrzeby z uśmiechem służą pożółkłą książką życzeń i zażaleń. Można tylko mieć życzenie, by takich miejsc było jak najwięcej.