Miejsce, które swoim położeniem i urodą może przyćmić wszystkie inne na Malej Stranie. Prawdą jest jednak dość smutna. Przed chwilą mijaliśmy wypełnionego po brzegi i tętniącego życiem Hrocha. O tej porze w sobotni wieczór nie można tam wetknąć przysłowiowej igły. U Tomasza w dwóch ogromnych salach raptem sześciu gości. Zapach panujący w pomieszczeniu świadczy o tym, że dawno tu dla gości nie gotowano. Lokal położony jest w części piwnicznej bardzo starej kamienicy. W dwóch ogromnych salach po kilkanaście surowych stołów i ław. Całość urządzona szalenie skromnie, ale z szacunkiem dla tradycji. To chyba idealne miejsce do kręcenia scen biesiadnych w filmie toczącym się gdzieś na przełomie średniowiecza i renesansu. Przejście między izbami gospody obramowane jest drewnianymi balami. Proste a efekt bardzo dobry. Nad nalewakiem trzy wielkie teatralne lalki. Wszystko tu idealnie dopasowane i zgrane. Widać i czuć, że miejsce ma swoją niepowtarzalną historię. Tu nawet dekiel pod piwo jest szczególny bo z charakterystycznym wizerunkiem patrona. Nastrój przypomina mi troszkę nieodżałowaną gospodę „U Vojewodu  (oczywiście przed remontem).
Czemu zatem sie
ę czepiamy? Ta ciemna strona, to panujące w tym lokalu obyczaje narzucone pewnie przez aktualnych właścicieli. „Kasa misiu kasa  - tak mawiał kiedyś jeden z mało lubianych polskich trenerów. To hasło powinno zostać powieszone na szyldzie knajpy aby każdy gość zdawał sobie sprawę z charakteru swojej roli. W naszym towarzystwie lokal ma opinie takiego, w którym nigdy nie wiadomo jaki będzie rachunek. Świętą tradycją czeskich knajpek jest to, że informacje o cenie piwa można przeczytać już przed wejściem do lokalu. Tu tego nie zobaczycie.
Z prostego powodu. porcja pilsnera (tylko0,4 litra) kosztuje tu aż 40 koron. Kto by chciał zdradzać taką ponurą informację? Możecie się spodziewać wszelakich niespodzianek zamawiając jedzenie. Płaci się i to sporo za postawiony na stole ketchup , chleb, bagietki itp. Niepewność dotycząca pieniędzy jakie trzeba wydać odbiera nam ochotę na biesiadowanie. Żądza forsy zabiła charakter tego lokalu. Właściciele mimo pustek i tak pewnie wychodzą na swoje przyjmując hurtowo niemieckie wycieczki. Dla naszych przyjaciół zza Odry i Nysy kwestie finansowe w Pradze nie mają pewnie żadnego znaczenia dlatego nie protestują.
Mimo wszystko szkoda. Gdyby nie chłód płynący z wnętrza nastawionego na szmal lokalu byłby to chyba praski numer jeden. Mimo wszystko warto tu wejść by zobaczyć i zabrać do kolekcji dekielek. Piwo należy zamówić dla pewnej przyzwoitości.
PIVNICE U SV. TOMAŠE
letenska
<<