O, takie są właśnie gospody na Żiżkovie. I takie powinny być gospody w całej "prowincjonalnej" części Pragi.
Jest niedziela, wchodzimy więc na niedzielny obiad. Sala dla niepalących. Trochę niezorientowane starsze kelnerki nie pamiętają czy tu jest wolne i czy możemy tu zostać. "Niech zostaną! Niech zostaną!", krzyczą Czesi spod okna. Jest ich ośmiu i wyglądają jakby od 10.00 cały czas grali w karty i popijali piwo.
My też zamawiamy piwo (Kozel!) i dostajemy oczopląsu na widok obfitości dań dennej nabitki.
Obok, w sali głównej pani zmywa naczynia przy "drzwiach otwartych" na oczach wszystkich gości. Atmosfera jak w bardzo zaprzyjaźnionym domu, gdzie nikt nie musi się krygować.
Krótko: Wpadnijcie tu kiedyś na niedzielny obiad jeśli akurat mieszkacie w promieniu 300 km od rogu Baranovej i Premyslovskej. Na pewno poczujecie się tu mile widziani.