U ZLATEHO TYGRA
galeria
husova 17
No i jesteśmy za Mostem Karola. Zloty Tygr to niewątpliwie jeden z symboli Pragi. Miejsce, które ukochał Bohumil Hrabal i które z jego osobą związane jest nierozerwalnie. Bywał tu regularnie (p. Franciszek Bielaszewski wspomina, że był tu m.in. w każdy wtorek) i opisał je w kilku pięknych zdaniach w książce pt "Kim jestem". Paru kolegom udało się tu spotkać Mistrza. Ponoć zamienili z odzianym w marynarską pasiastą koszulkę staruszkiem kilka słów przy okazji pobytu w toalecie...

Zadymione i zawsze pełne pomieszczenia ujmują swoją prostotą. Jak niewiele trzeba, aby stworzyć idealne miejsce do długich rozmów przy piwie. Leją oczywiście Pilsnera z przepięknego saturatora w kształcie tygrysa. Ze starannie wybranego pod kątem potrzeb piwoszy menu polecić warto řizek w bramboraku. Bardzo tłuste, ale znakomite. Szczególnie smak przyprawianej na winno-słodko kapusty pozostaje na długo w pamięci... Jedyną wadą lokalu jest spory problem ze znalezieniem wolnych miejsc, ale dla chcącego nic trudnego. Tygra otwierają o godzinie piętnastej i warto być na parę minut przed by zobaczyć kolejkę ludzi chcących znaleźć tu wolne miejsce..
Długo trzeba by opowiadać o tych wszystkich chwilach spędzonych w tym jakże niepozornym miejscu. O rozmowach z Czechami i obywatelami prawie całego świata, rozmowach nacechowanych wzajemnym zrozumieniem i szacunkiem. O kelnerach uwiecznionych przez Hrabala w jego opowieściach. Jeśli jest miejsce zostajemy tu na długie godziny. Nie ma sensu szukać czegoś innego.
oficjalna witryna Zlateho Tygra:
http://www.uzlatehotygra.cz/
        
Czy o fenomenie decyduje sprawność obsługi, która może stanowić absolutny wzorzec dla innych knajp w Czechach ? "U zlateho Tygra" nie czeka się na piwo - tu trzeba zawołać kelnera, żeby piwa więcej nie przynosił. Jeśli nie zdążymy, pod koniec aktualnego kufla "ręka Boga" niespodziewanie ześle nam kolejny, pełny po brzegi oczywiście. To właśnie w tej gospodzie tradycyjne listki zapewniają się kreseczkami najszybciej.
        
Czy tajną bronią "Tygrysa" jest może wyśmienita kuchnia ? Bo choć większość klientów nastawia się tutaj na spożywanie złotego trunku, to nie skosztować któregoś ze skarbów tutejszej kuchni byłoby grzechem. Veprovy rizek v bramboraku to od lat absolutna praska klasyka (90 Kc). Za połowę tej sumy mozna dostać pivni syr, który rozrabia się z masłem, posiekaną cebulką, musztardą i koniecznie - odrobiną swieżego pilznera z kufla. Z pajdą pachnącego kminkiem mięciutkiego chleba - pychota jakich mało. Najwyższa cena w karcie to 185 Kc za tatara ( tararsky biftek ), ale spróbowac warto, bo podawany jest inaczej niż w Polsce z rozlicznymi dodatkami: żółtko, musztarda, keczup, kapary, słodka papryka, cebulka i koniecznie topinky, czyli grzanki z ciemnego żytniego chleba.
        
Jakże nie wspomnieć w tym miejscu o przepięknym wyszynku z majestatycznie spoczywającym nań tygrysem, o własnych oryginalnych deklach pod kufle, wreszcie o jedynym w swoim rodzaju zwyczaju pokazywania przez kelnerów żółtych (i zapewne też czerwonych) kartek klientom, którzy podpadli obsłudze ?..
        


Dziś Julci "Pod złotym tygrysem" nie spotkamy, Hrabala też nie, ale magia pozostała. A także wspomnienia tych, którzy z jednym z największych pisarzy XX wieku mieli okazję stanąć twarzą w twarz (no, prawie ...) przed ścianą płaczu w toalecie.
        
Jak opisać fenomen gospody, która choć wymieniana jest w każdym przewodniku po Pradze i Czechach, stanowi mekkę dla wielu rodowitych Czechów, którzy każdym wychylonym kuflem piwa, wypalonym papierosem i każdą snutą opowieścią tworzą magiczny charakter tego miejsca. Miejsca, w którym tak miejscowi, jak i turyści z całego świata - a ich też tu bez liku - znajdują "pod tygrysem" w równym stopniu przytulne schronienie.
        
Czy powoduje to wyborny smak pilzeńskiego pilznera, który - co zaświadcza wielu znawców - właśnie tutaj osiąga szczyty doskonałości ? Czy może to urok jedynych w swoim rodzaju beczułkowatych kufli, w których serwowany jest wyborny pilzeński trunek ? Dodajmy jednak dla porządku, że zwolenników obowiązujących tu przez dzisięciolecia tradycyjnych grubo ciosanych kufli też nie brakuje a lokal należy do najdroższych wśród "normalych" w praskim centrum; piwo właśnie osiągnęło tu "magiczną" granicę 30 Kc - cóż, magia niejedno ma imię ...
Jak opisać gospodę "U zlateho Tygra"? Oto jest pytanie ...
        
Jak opisać gospodę, która w nieomal nietknięym kształcie przetrwała (takie można odnieść wrażenie po wejściu) setki lat, podczas gdy inne słynne lokale w centrum Pragi nie potrafiły obejść się bez liftingu w ciągu ostatniej dekady?

W jakich słowach zawrzeć wyjątkowość miejsca, które z pozoru wygląda jak setki innych w Pradze ze swoimi ustawionymi w rzędzie pod ścianą ciężkimi ławami z ciemnego drewna, a mimo wszystko od pierwszej chwili mamy wrażenie, że obcujemy ze zjawiskiem absolutnie unikalnym?

Jak opisać przedziwna symbiozę najwyższej marki literatury, którą inspirowały historie opowiadane przez bywalców "Tygrysa", z przeogromna ilością ludycznego, knajpianego kiczu? Zdjęć i obrazów przedstawiających stałego niegdyś gościa Bohumila Hrabala jest tu tyle, co gadżetów związanych z nazwą lokalu. Hrabal pod chmurami na obrazie, Hrabal na popiersiu, Hrabal z Clintonem na zdjęciu ... Rzeźbiony tygrys na wyszynku, malowany tygrys z kuflem piwa, tygrys na zdjęciu z reklamy firmy "Esso" ...

        
Jak oddać magię miejsca, które w równym stopniu przyciąga i bezrobotnych i słynnych pisarzy, i prostych robotników i nobliwych prezydentów? To właśnie do "Zlateho Tygra" swego czasu prezydent Havel zaprosił swego amerykańskiego odpowiednika Clintona, a ich zdjęcie w towarzystwie Hrabala do dziś zdobi centralne miejsce gospody. To spotkanie pisarz wprowadził do historii literatury opowiadaniem o Julci, która wymyła cipkę specjalnie na wizytę dostojnego gościa zza oceanu.
Historia, tradycja, literatura, magia, piwo, kuchnia, obsługa, wystrój, goście ... Wszystko to składa się na tajemnicę, której rąbek odkrywa się wraz z każdym kolejnym kuflem pilznera i której nigdy nie da się poznać do końca. Jak zatem opisać gospodę "U zlateho Tygra" ?
        
Umiał to Bohumil Hrabal i jemu zostawmy pierwszeństwo. Inni niechaj zadowolą się przeświadczeniem, że gdy podczas kolejnej wizyty w Pradze przed 15-tą ustawią się przed wejściem do lokalu w oczekiwaniu na jego otwarcie, to należą do grupy wtajemniczonych, którą Hrabal nazywał "towarzystwem błogosławionych, którzy piją piwo".
<<