Nie ulega wątpliwości, że Kozioł z Velkich Popovic to jeden z klejnotów czeskiej sztuki piwowarskiej, jednak znalezienie w Pradze typowej "kozłowni" to wcale nie taka oczywista sprawa. Częstotliwość występowania zacnego trunku z koziołkiem w herbie znacznie ustępuje wyrobom z Pragi czy Pilzna, toteż warto wybrać się nawet do tak odległej dzielnicy jak Spořilov. "Velkopopovicka Restaurace" na Roztylskim Namesti to, na szczęście, strzał w dziesiątkę.
Browar w Popovicach założony został w 1874 r., gospoda mogłaby powstać na jego stulecie. Wszystko w niej wygląda jak z połowy lat 70-tych. Atmosferę tworzą nie tylko typowe drewniane meble i ciemnozielone obrusy "Kozła", ale też wytarte linoleum na podłodze i obicia ścian z płyt pilśniowych, nad barem wyciętych nawet w swego rodzaju łuki. Sympatycznego kiczu dopełnia coś w rodzaju gazetki ściennej z plakatami i zdjęciami związanymi z akcją "Za Kozlem do Popovic".
Turyści tu, rzecz jasna, nie trafiają, sztamgaści zaś przekrzykują się między barem a stolikami. Po ojcowsku opiekuńczy starszy pan kelner i tak zdąży do wszystkich, by zbyt długo nie czekali na kolejną szklanicę czystego dobra z Wielkich Popovic za 17,70 Kc (12-ka!). Do konsumpcji, obok klimatu, zachęcają też ceny. Coś pod piwo można tu dostać już za 20 Kc, z zup bywa legendarna kulajda za 15 Kc, a ceny głównych klasycznych czeskich dań nie przekraczają 80 Kc. Do tego coś dla miłośników śniadań (knedliky s vejci) i wegetarian (kalafior na 3 sposoby).
Kogo losy rzucą na Sporilov, niech nie przeraża się pierwszym wrażeniem miejsca opuszczonego przez Boga (na pierwszy rzut oka brak tu gospód) i ludzi (dosłownie: pusto na ulicach). Jak mawiał wieszcz: "plwajmy na tę skorupę i zstąpmy do głębi". Dodajmy od siebie: i odkrywajmy takie perełki jak "Piwny tramwaj" czy właśnie "kozłownia" na Namesti.
aktualizacja: czerwiec 2006