dlouha 37
U ZELENEHO STROMU
Nie jest to raczej miejsce, gdzie można urządzic swej córce przyjęcie z okazji pierwszej komunii, chociaż... Kto wie? Leją tu Staropramena za 13,80. Piwo marzenie, a knajpa jak z powieści Stasiuka. Który, o ironio, Czechem nie jest.

W Polsce takie lokale nazywa sie mordowniami albo z angielskiego kilerniami. Uwzględniajac wygląd i wystrój lokalu można go do takiej kategorii zaliczyć. Różnica jest jednak zasadnicza. W naszym wesołym kraju w miejscu podobnym, można zaliczyc obicie twarzy i kopy na nerki, tu zaś panuje atmosfera twardej, ale spokojnej i życzliwej męskiej egzystencji. Piwosze, jak to w Pradze, dyskutują tu o wytchnieniu, o spodziewanej nagłej odmianie losu i o pięknych, ale nieosiągalnych kobietach. Dyskutują jednak w pokoju, atmosferze zrozumienia, pogodzenia z parszywym losem bez ochoty na zadymę. Barman jest czlowiekiem wzbudzajacym zaufanie - spowiadać sie jemu to więcej niż przyjemność - to katharsis.
Gospoda jest ubożuchna niczym Betlejemski żłóbek. Nie ma tu nawet gdzie usiąść. Piwo spożywa się na stojąco przy kojarzących się z latami minionymi metalowych blatach. Żadnych obrusów i ozdób. Najbardziej szokującym elementem wystroju stołu byłaby tabliczka z napisem RESERVE. Na szczęście takich tabliczek tu brak. Bez wazeliny i taryfy ulgowej. Podoba nam się to, że zawsze w tym miejscu mamy bardzo dobry humor. To jedno z niewielu miejsc w Pradze, gdzie nie dostaniecie nic do jedzenia, bo i po co. Jest w tym jakiś sens i logika. Gospoda intryguje i przyciąga. Oczywiście są również zbytki. Niewątpliwie zaliczyć do nich można znakomicie wciągającą dym papierosowy "klimatyzację", eleganckie kosze na śmieci i fakt, że niedawno lokal przeszedł remont generalny. Polegal on na szczęście jeno na pomalowaniu ścian na wściekle pomarańczowy kolor. Nie szkodzi. Są również automaty do gier wszelakich. Pamiętamy, jak kiedyś jakiś szczęśliwy dziadek wygrał pieniądze, które uwzględniając ceny w tym lokalu, pozwolą mu pić piwo przez kilka miesięcy.
<<
mapa on-line