Nie jest to raczej miejsce, gdzie można urządzic swej córce przyjęcie z okazji pierwszej komunii, chociaż... Kto wie? Leją tu Staropramena za 13,80. Piwo marzenie, a knajpa jak z powieści Stasiuka. Który, o ironio, Czechem nie jest.
W Polsce takie lokale nazywa sie mordowniami albo z angielskiego kilerniami. Uwzględniajac wygląd i wystrój lokalu można go do takiej kategorii zaliczyć. Różnica jest jednak zasadnicza. W naszym wesołym kraju w miejscu podobnym, można zaliczyc obicie twarzy i kopy na nerki, tu zaś panuje atmosfera twardej, ale spokojnej i życzliwej męskiej egzystencji. Piwosze, jak to w Pradze, dyskutują tu o wytchnieniu, o spodziewanej nagłej odmianie losu i o pięknych, ale nieosiągalnych kobietach. Dyskutują jednak w pokoju, atmosferze zrozumienia, pogodzenia z parszywym losem bez ochoty na zadymę. Barman jest czlowiekiem wzbudzajacym zaufanie - spowiadać sie jemu to więcej niż przyjemność - to katharsis.