Gdyby wszystko w Pradze sprzysięgło się kiedyś przeciwko wam - tłumy na szlaku byłyby takie, że nie da się przejśc, tabuny turystów okupowałyby Ćerneho Vola a sanepid wprowadziłby normy jeuropejskie na czeski gulasz, wówczas zawsze pozostaje Żiżkov.
Tutaj ludzie zdają się nie wiedzieć, że żyją w jednej z europejskich stolic. Życie toczy się łagodnie pomiędzy pracą, domem a lokalną knajpką. Knajpką, do której bardzo rzadko zachodzą zagraniczni turyści. A jeśli nawet, to jest to gatunek przyjazny otoczeniu, niepróbujący leczyć tu narodowych lub osobistych kompleksów.
A jest dokąd zachodzić. Każda ulica to conajmniej kilka klasycznych gospód zaopatrzonych w to, co najważniejsze: dobre piwo i smakowite jedzenie, charyzmatycznego kelnera i lojalną klientelę.
Na Żiżkovie trudno odnaleźć knajpy-gwiazdy. W przeciwieństwie do centrum miasta, tu nie ma knajp albo wybitnych, albo beznadziejnych. Tu wszystkie gospody są po prostu takie, jak powinny. I dlatego caly Żiżkov jest wybitny.