Jedno zastrzeżenie trzeba zrobić na samym początku. Lepszych miejsc do napicia się piwa są w Pradze setki. Może się jednak zdarzyć tak, że "Zlata Hvězda" stanie się miejscem pożądanym bardziej niż "Zlaty Tiger".
Korzystnie położony w odchodzącej od Vaclavaka ulicy Ve Smečkach bar to w istocie kilka połączonych ze sobą sal z piwiarnianą atmosferą tworzoną przede wszystkim przez typowe ławy i sklepienia sali głównej. Najważniejsze są jednak wielkie telebimy i telewizory. Równocześnie można na nich oglądać futbolowe zmagania w najważniejszych ligach Europy. I to właśnie tajemnica powodzenia "Złotej gwiazdy". Wielość ekranów i sal sprawia, że każdy kibic znajdzie tu coś dla siebie. Nikt nikomu nie przeszkadza, mecz wyświetlany jest nawet na życzenie jednego gościa, a stali klienci sami wybierają interesujące ich kanały.
Nie trudno się domysleć, że klientela to przede wszystkim kibice z innych krajów - zdecydowanie najwięcej przychodzi tu Anglików. Piwo natomiast jest oczywiście czeskie, bo to przecież absolutna ekstraklasa. Kufel 10-tki Gambrinusa kosztuje 22,50 Kč, ale gdy nie odbywają się żadne rozgrywki (od poniedziałku do piątku z wyjątkiem wieczorów) jest o 4 Kč tańsze. Za to 39 Kč za Pilznera to już nieprzyzwoita cena mierzona chyba zasobnością portfela Romana Abramowicza.
W przerwie zawsze można coś przekąsić, bo karta dań jest całkiem spora z widocznymi ciągotkami ku kuchni meksykańskiej. Czerwoną fasolę znajdziemy jako dodatek do wielu dań, ale z drugiej strony jest tu na przykład wieprzowy stek wypełniony ołomunieckimi tvarużkami (większość dań od około 100 Kč). Stali bywalcy (ale przypomnijmy: przede wszystkim cudzoziemcy) polecają raczej pizzę, a wielki okrągły piec w głównej sali budzi szacunek.
Selekcjonerzy praskich gospód raczej nie wybiorą "Zlatej Hvězdy" do zestawienia "all-stars". Jeśli jednak ktoś nie jest w stanie przeżyć weekendu bez dopingowania swoim ulubionym Chelsea, Barcelonie, Milanowi czy Bayernowi, to "Gwiazda" może być całkiem rozsądną alternatywą.