Klasyczny lokal charakterystyczny dla robotniczych praskich dzielnic ze swojską klientelą, której gwar wypełnia obite drewnem wnętrze ustrojone kuchennym i domowym sprzętem. Tu raczej trudno poczuć się - jak pisał Hrabal - jak w cichym lesie. Harmider wytwarzany przez osobników w uwalanych wapnem spodniach-ogrodniczkach zdecydowanie na to nie pozwala.
W karcie godne pochwały zupy - hovezi vyvar za 15 Kč z taką ilością wołowiny, że starczyłaby na gulasz, czy gęsty krem z pieczarek za 25 Kč . Gorzej, że tradycyjna rozpiętość cen dań z karty dziennej i stałej, wieczornej osiąga tu niespotykane gdzie indziej rozmiary. O ile za hotovą jidlę z karty (czy raczej tablicy) obiadowej zapłacimy około 60-ciu Kč , o tyle steki i befsztyki w stałym jidelnym listku kosztują 130 - 180 Kč - i to bez dodatków. Biftek Vampir wskazuje niedwuznacznie na krwiopijcę - pomysłodawcę takich cen.
Na szczęście zawsze pozostaje bursztynowy Gambrinus, którym z lubością można delektować się za jedyne 16,50 Kč . Pilzner nieco droższy - 22,50 Kč .